Menu

Baba na wozie...

Varia

Wpisy otagowane : ciekawostka

to uśmiechać się, czy się nie uśmiechać?

chattra

To uśmiechać się, czy się nie uśmiechać? Dziwne pytanie? Bynajmniej. Okazuje się bowiem, że w Polsce człowiek uśmiechnięty wychodzi na głupka. Tak mamy ugruntowane kulturowo. Podobnie jak np. Rosjanie, Norwegowie lub Irańczycy. Oni też popatrzą na radosnego człowieka na ulicy jak na idiotę.

Na szczęście nie wszędzie utrzymuje się taki ponury model. I już np. w Niemczech, Szwajcarii albo Danii warto być uśmiechniętym. Bo dodaje to inteligencji.

Dla mnie uśmiechnięty człowiek jest po prostu sympatyczny. Zazwyczaj. Chociaż…

I bądź tu człowieku mądry;):)

 

więcej na temat



hotele dla rozbitków

chattra

Robinson Crusoe. Brzmi znajomo, prawda? Kto nie słyszał bowiem o tym rozbitku i jego przyjacielu Piętaszku. Otóż ten bohater osiemnastowiecznej powieści stał się inspiracją dla "biznesmenów" XIX wieku. Zaczęli oni budować na wyspach Oceanii ni mniej, ni więcej tylko... „hotele dla rozbitków”.

Były to domy, w których znajdowały się najpotrzebniejsze sprzęty, odzież, żywność, a także… papier listowy i znaczki.

Taki stęskniony „rozbitek” mógł wrzucić list do skrzynki zawieszonej na palmie. I czekać na ten jedyny dzień w roku, gdy ją opróżniano.

Dzisiaj pewnie w takich domkach zamontowano by baterie słoneczne na dachach i podłączono laptopy do Internetu… tylko, czy aby mielibyśmy wtedy jeszcze do czynienia z „hotelami dla rozbitków”?:)



zaginione jezioro...

chattra

Czego to się nie robi, żeby utrzymać pracę… Można nawet „nie zauważyć” zniknięcia… jeziora.

Pewien indiański strażnik w rezerwacie w Chile wyszedł na obchód. Jego pracą było obchodzenie jeziora i sprawdzanie, czy wszystko w porządku oraz demontowanie pułapek zastawianych przez kłusowników.

Któregoś dnia, jak zwykle, przyszedł do pracy. Rozejrzał się i… stwierdził deficyt na stanie.

Brak brakiem a robotę szanować  „trza”. Uznał więc, że nikomu nic nie powie i nadal chodził kontrolować „jezioro” i usuwać wnyki. Mijał czas.

W końcu jednak zaczęły dręczyć go wyrzuty sumienia. Zdecydował się wyjawić prawdę.

Początkowo uznano, że się naćpał lub tęgo popił, dlatego ma omamy. Strażnik jednak obstawał przy swoim, wysłano zatem komisję.

Komisja przyjechała, powęszyła, poniuchała i jeziora nie znalazła. Bo je „wcięło”, a raczej wessało. Okazało się bowiem, że z powodu wstrząsu tektonicznego nastąpiło pęknięcie dna, przez które odpłynęła woda.

I tak jezioro pozostało tylko wspomnieniem i zdjęciami w folderach.

 

  • O historii tej przeczytałam we „Wróżce” nr 10/2009, w artykule Iwony L. Koniecznej O człowieku, który zgubił jezioro, s.18-19

 



© Baba na wozie...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci