Menu

Baba na wozie...

Varia

Wpisy otagowane : Chile

zaginione jezioro...

chattra

Czego to się nie robi, żeby utrzymać pracę… Można nawet „nie zauważyć” zniknięcia… jeziora.

Pewien indiański strażnik w rezerwacie w Chile wyszedł na obchód. Jego pracą było obchodzenie jeziora i sprawdzanie, czy wszystko w porządku oraz demontowanie pułapek zastawianych przez kłusowników.

Któregoś dnia, jak zwykle, przyszedł do pracy. Rozejrzał się i… stwierdził deficyt na stanie.

Brak brakiem a robotę szanować  „trza”. Uznał więc, że nikomu nic nie powie i nadal chodził kontrolować „jezioro” i usuwać wnyki. Mijał czas.

W końcu jednak zaczęły dręczyć go wyrzuty sumienia. Zdecydował się wyjawić prawdę.

Początkowo uznano, że się naćpał lub tęgo popił, dlatego ma omamy. Strażnik jednak obstawał przy swoim, wysłano zatem komisję.

Komisja przyjechała, powęszyła, poniuchała i jeziora nie znalazła. Bo je „wcięło”, a raczej wessało. Okazało się bowiem, że z powodu wstrząsu tektonicznego nastąpiło pęknięcie dna, przez które odpłynęła woda.

I tak jezioro pozostało tylko wspomnieniem i zdjęciami w folderach.

 

  • O historii tej przeczytałam we „Wróżce” nr 10/2009, w artykule Iwony L. Koniecznej O człowieku, który zgubił jezioro, s.18-19

 



© Baba na wozie...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci