Menu

Baba na wozie...

Varia

duchowo, ezoterycznie

cela do wolności

chattra

Wciąż zapominam o tych drzwiach…

 

Pewien człowiek siedział w zamkniętej celi. Cela była mała i mroczna. Na jednej ze ścian było małe okienko, przez które widać było niebo. Człowiek nieustannie wyglądał przez okno i marzył o wolności. Siedział i marzył, aż do śmierci. Przez całe życie nie przyszło mu do głowy, by spróbować wyjść drzwiami celi, które przez cały ten czas były otwarte.

 

 

historia zaczerpnięta ze strony - http://wm.ite.pl/buddyzm/stories.html

Starosłowiańskie Godowe Święto - czyli skąd się wzięły bożonarodzeniowe obyczaje.

chattra

Dzisiaj przesilenie zimowe. Najkrótszy dzień w roku. I dłuuuuga noc, którą najlepiej byłoby przespać w cieplutkim łóżku.

Promienie słoneczne będą sobie najintensywniej ogrzewać półkulę południową, dogrzewać zwrotnik Koziorożca, a my możemy tylko poczekać na odwrócenie się karty. I wtedy to nas będzie dogrzewać :)

Przesilenie zimowe było ważne dla naszych przodków. Obchodzili wtedy tzw. Godowe Święto (Hody, Szczodre Gody, Święto Zimowego Staniasłońca). Przynosiło im ono nadzieję, wzbudzało radość, bo przecież zapowiadało zwycięstwo światła nad ciemnością. Zwycięstwo Słońca.

Szczodre Gody trwały od kilku do kilkunastu dni.

W czasie tego święta dekorowano dom. Na Śląsku w kącie stawiano diducha – był to pierwszy zżęty snop żyta, który dekorowano suszonymi owocami i orzechami (przechowywano go aż do wiosny, a jego nasionami rozpoczynano nowy siew), na południu Polski wieszano pod sufitem, nad drzwiami lub oknem, podłaźniczkę – czubek lub gałąź jakiegoś drzewa iglastego np. jodły lub sosny, również pięknie przybraną. Dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku rozpanoszyła się w naszym kraju niemiecka choinka.

W czasie Godowego Święta wróżono. Na przykład korzystano z siana (lub słomy) podkładanego pod obrus (daru dla bóstw). Długość słomek miała przewidywać przychylność losu. Można też było spróbować powróżyć sobie pogodę na następny rok – wystarczyło poobserwować kolejne dwanaście dni.

W tym dniu dawano też drobne upominki dzieciom i krewnym. Oczywiście nie zapominano o zmarłych. Zapalano im na cmentarzach ogniska, żeby dusze mogły się ogrzać. Przygotowywano też rytualne uczty. Później przeniesiono się z obchodami do domów. Do dzisiaj zostawiamy puste nakrycie w czasie Wigilii.

Również zwyczaj kolędowania wywodzi się z tamtego okresu. Śpiewano wówczas radosne pieśni noworoczne (pierwotne znaczenie słowa „kolęda” oznaczało radosną pieśń noworoczną, śpiewaną w trakcie odwiedzania znajomych i bliskich). Chodzono wówczas także z Turoniem.

Jakże to wszystko znajomo wygląda, nieprawdaż?

nie uciekaj, bo znikniesz

chattra

W pewien dżdżysty dzień Too-Tiki przyprowadziła do domu Muminków tajemniczą dziewczynkę. Nie mówiła, nie była widzialna, o jej istnieniu dawał znać dzwoneczek zawieszony na jej szyi.

„- Wiecie przecież, jak łatwo stać się niewidzialnym, kiedy się jest bardzo wystraszonym – powiedziała Too-Tiki zjadając pieczarkę podobną do śnieżnej kulki.  – No, więc tę Nini nastraszyła w zupełnie niewłaściwy sposób jej ciotka, która wzięła ją pod opiekę, a nie lubiła jej. Ciotkę poznałam, jest okropna. Nie jest zła, to można by jeszcze zrozumieć. Tylko zimna jak lód i ironiczna.” (s.102)

Ironia ciotki działała jak gąbka na kredę. Dotąd nią „tarła” i „ścierała” radość dziecka, aż osiągnęła pożądany skutek – problem zniknął. Dosłownie.

„- Właśnie w ten sposób postępowała ciotka. Była ironiczna od rana do wieczora, aż w końcu kontury dziecka zaczęły blednąć i zacierać się. W ubiegły piątek już wcale jej nie było widać. Wtedy ciotka oddała ją mnie, mówiąc, że nie może zajmować się krewnymi, których w ogóle nie widzi.” (s.102)

Do czego zmierzam? Otóż, natrafiłam niedawno na pewien artykuł, tłumaczący zaburzenia wagi przy pomocy metody zwanej Recall Healing, która, jak przeczytałam, jest „metodą uzdrawiania poprzez świadomość”. Szuka ona przyczyn nadwagi i niedowagi w naszych problemach psychicznych. Niby nic nowego, a jednak doczytałam artykuł do końca (chociaż, niestety dla mnie, skupił się na nadwadze).

Dlaczego więc traci się na wadze? Bo człowiek chce uciec. Organizm uznawszy, że nie ma szans w walce, zaczyna stopniowo pomniejszać ciało, żeby nikt nie znalazł, nie skrzywdził, a my dzięki temu przeżyjemy.

Natomiast nadwaga wynika z postawy ofensywnej – walczę, więc powinnam być jak największa, żeby przestraszyć przeciwnika, żeby zniechęcić go swoim wyglądem, żeby odłożyć na gorsze czasy itp. Ciekawe, prawda?

Zaś wracając do niewidzialnej Nini, co jej pomogło? Oczywiście stara „SKUTECZNA KURACJA DOMOWA” babci Mamy Muminka, której efektem okazało się odzyskanie tożsamości i radości życia.

I pozostaje mieć jedno życzenie – więcej Muminków w naszym życiu:)

 

  • cytaty za T. Jansson, Opowiadania z Doliny Muminków, tłum. Irena Szuch-Wyszomirska, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2005



© Baba na wozie...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci