Menu

Baba na wozie...

Varia

lekko feminizując

wszystko przez ten straszny gender

chattra

No i stało się. Biskupi zajęli się gender. Mają kolejnego Lewiatana i bestię o imieniu „czterdzieści i cztery”. I źdźbło w oku bliźniego jakimś cudem wypatrzone przez tę ogromną belkę we własnym.

Przestrzegają przed tą bestią, grożą upierścienionymi paluchami… i deformują prawdę. Jak zawsze, gdy wkracza na pole bitwy ich propaganda.

Zrobili z gender ideologię, przyczynę wszelkiego zła panującego w obyczajowości Polaków i jeden z grzechów głównych. Każą się swojej trzódce trzymać od niej z daleka i pluć przez ramię, by odczynić uroki.

Żenada. Ileż fałszu w tej obronie maluczkich, ileż hipokryzji, ile zakłamania. Zasłaniania prawdziwych problemów polskich obywateli. Nie, nie napiszę rodzin. Bo dla mnie podstawą społeczeństwa jest jednostka. I dopiero z tych jednostek tworzone są rodziny. Te, nad którymi tak bardzo ubolewają teraz biskupi i inni „idealni” i „wybrani”.

Rodziny są w Polsce, jakie są. Na ogół zwyczajne. Zawsze takie były. Przemoc istniała zawsze. Obyczajowo akceptowana. Mężczyźni bili żony i dzieci, kobiety biły dzieci, dzieci biły się nawzajem. Tylko że oficjalnie nikt się tym nie zajmował. Bo baby trzeba było lać, żeby milczały i były pokorne, dzieci tak samo. Nie było gender, było za to zastraszenie słabszych, terroryzowanie ich, odbieranie praw do własnej tożsamości, własnego zdania.

Jakakolwiek forma sprzeciwu i już w ruch szło „poskramianie złośnicy”. Ręką, pasem, sznurem lub gwałtem. Wszystko dyskretnie, we własnych czterech ścianach. Własność nie miała prawa się skarżyć, a zresztą komu by się poskarżyła? Księdzu? Biskupowi? Przecież od wieków wciskają bzdurę „żony bądźcie posłuszne mężom”, niezależnie od tego, w jaki sposób to posłuszeństwo jest egzekwowane.

Bicie dzieci? Dawniej to człowiek (przypominam człowiek=mężczyzna) sobie stres rozładował na tym małym krzyczącym lub pyskującym gówniarzu, a teraz co? Nawet telewizora nie ma jak pooglądać, z kumplami wódeczki się napić, bo pałęta się ten mały rozdarciuch po domu, bo chce jeść, bo ma jakieś głupie pytania. Człowiek dupę gnojowi zerżnie, a tu zaraz jakaś policja, jacyś obrońcy praw wyskakują. A stara zamiast się bachorem zajmować, do pracy poszła. Wszystko przez to wstrętne gender.

Tak. Gender to samo zło. Bo pozwala kobietom zarabiać. A pieniądz w ręku baby to niezależność, ba, może nawet władza. Brrr… Baba na stanowisku kierowniczym, baba dyrektor, prezes… Tfu, tfu… Lepiej dmuchać na zimne i pozbyć się tego strasznego gendera póki czas. Nim ta okropna wizja kobiet u władzy się ziści. Tfu, tfu…

A ile jeszcze rzeczy ten gender poprzewracał „do góry nogami”. Strach wymieniać…

I odczyniają biskupi te swoje uroki, i mącą w głowach tych, którzy są zbyt leniwi, żeby sprawdzić, co to tak naprawdę to gender, a polegają na manipulacji „autorytetów”. I żałosne to wyjątkowo. I wkurzające też.



Pismo, kobiety i anestezja

chattra

Pierwszy w historii przypadek znieczulenia ogólnego? Kiedy Bóg uśpił Adama, żeby wyjąć mu żebro. Pewnie chciał chłopina mieć ładniejsze wcięcie w talii… ale żeby nie stwierdzono, iż próżny, żebro musiało znaleźć zastosowanie. I znalazło - w postaci Ewy;):)

Ewa jak każdy wie, wykazawszy się samodzielnym myśleniem, dostała „nagrodę” w postaci bolesnych porodów. Tu już nie było mowy o anestezji, bo Adam „przespał” lekcję, zażerając się w tym czasie jabłkami, a że był jedyną;) akuszerką jak na tamten czas, Ewie nie pozostało nic innego tylko cierpieć. Do czasu aż pojawiły się inne Ewy.

Ewy głupie nie były, kierowały się własnym rozumem a nie męską twórczością literacką, dlatego stopniowo zaczęły wynajdywać sposoby na dawanie pomocy medycznej innym Ewom. Tak powstał m.in. zawód położnej.

Akuszerki potrafiły nieść ulgę i świetnie prosperowały do czasu rozprzestrzenienia się pewnej środkowoazjatyckiej religii, której głównym mottem było „miłosierdzie”. Szczególnie względem kobiet, na które „miłosiernie” dokonywano przeniesienia win za całe zło świata.

Wkrótce też akuszerki okazały się wysoce niepożądane. Wszak Pismo (przez wielu nazywane świętym) przekazywało jasne zasady. Kobiety miały cierpieć za grzech pramatki – ot, taka odpowiedzialność zbiorowa, jak w obozie koncentracyjnym.

Zaś szczególnie niebezpieczne stało się wykonywanie tego zawodu w czasach szaleństwa pewnej instytucji na „i”, gdy do władzy doszli okrutni paranoicy.

Znachorki, akuszerki, wiedźmy (czyli kobiety posiadające wiedzę) znalazły się na indeksie zawodów niepożądanych. Dlatego zostały skazane na eksterminację. Definitywną. Nikt, kto w tamtych czasach dawał kobietom ulgę w cierpieniu, nie zasługiwał na litość. Wszak pomagając, sprzeciwiał się „woli boskiej” i narażał na gniew Wszechmocnego.

I tak nadszedł XIX wiek. Nadeszła era nowoczesnych środków uśmierzających cierpienie. Ale kobiety, według „bogobojnych”( głównie mężczyzn) wciąż powinny odpokutowywać cudzą winę.

Podobnie myślano też w ewangelickiej Anglii, gdzie w owym czasie rządziła królowa Wiktoria. A że ta matką była na potęgę, więc cierpienie dawało jej w kość. Do czasu aż zorientowała się, że wcale nie musi poświęcać swojego ciała na ołtarzu sadyzmu.

A że była nie tylko królową, ale i głową Kościoła, sprawa została przeforsowana. Bzdurny nakaz został odstawiony do lamusa. A królowa? Urodziła bez bólu jeszcze siedmioro dzieci i, „o dziwo”, żaden grom w nią nie trafił.

 

© Baba na wozie...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci